Legrasse miał w tym względzie przewagę nad profesorem Webbem, ponieważ kilku z jego więźniów przekazało mu znaczenie tej frazy, zgodnie z wyjaśnieniem, jakie otrzymali od starszych celebrantów. Tekst brzmiał mniej więcej tak: .
Nasze zewnętrzne zachowania. Jeśli przeciętnemu człowiekowi uda. - Jaką więc urazę żywi pan do mnie? Po co mnie publicznie. - Zaraz - przerwałam kapitanowi, który coś mówił. - Chciałam najpierw wyjaśnić pewną rzecz. - Prosimy.... Newtona,. I - W ostamich latach nakręcono dziesiątki filmów o mafii. Nie mówię już o "Ojcu chrzestnym" Coppoli, który był szczytowym osiągnięciem. W Stanach Zjednoczon ch unika si nawet słowa m " " afia. Twierdzi się, że ona nie istnieje. Nic nowego nie mogłoby zaskoczyć publiczności. - Nie wierzę. Sądząc z tego, o czym mówiłeś przed chwilą, po. - Wojna jest wojną rzekł chłodno. - Wasza eminencja teoretycznie sprzeciwia się rzemieniom, z punktu widzenia chrześcijanina, trudno jednak żądać tego od pułkownika. Niewątpliwie, nie chciałby on ich próbować na własnej skórze - t...tak samo ja. Ale to jest kwestią osobistych z...z...zapatrywań. Obecnie ja jestem pod wozem - to i c...cóż robić? Bardzo też łaskawie ze strony eminencji, że raczył tu przyjść, może to jednak uczynił również z p...punktu widzenia chrześcijanina. Odwiedzać więźniów - ach tak! ,Jeśli tak postępować będziecie z najlichszym pośród nich..." Niezbyt to pochlebne, ale jeden z najlichszych niemniej jest wdzięczny. - Signor Rivarez - przerwał kardynał - przyszedłem tu w pańskiej sprawie, a nie w mojej. Gdyby pan nie był ,pod wozem", jak to pan określił, nie byłbym z panem mówił po tym, co mi pan ostatnio powiedział, pan jednak ma podwójny przywilej: jako więzień i człowiek chory; toteż nie mogłem panu odmówić. Czy ma mi pan coś do powiedzenia, czy też posłał pan po mnie jedynie po to, by bawić się miotaniem obelg na starca? Milczenie. Szerszeń odwrócił się i leżał bez ruchu, przysłoniwszy ręką oczy. - Bardzo... mi przykro, że muszę trudzić - rzekł na koniec głosem stłumionym - czy nie mógłbym prosić o trochę wody? Przy oknie stał dzbanek z wodą: Montanelli wstał i przyniósł go. Podsunąwszy ramię pod plecy chorego, by go trochę podnieść, uczuł nagle zimne, wilgotne palce zaciskające się w okół jego ręki niby kleszcze. - Dajcie mi rękę... szybko... na jedną chwilkę - szepnął Szerszeń. - Och, cóż wam to szkodzi? Na jedną chwilę! Padł na pryczę kryjąc twarz na ramieniu Montanellego i drżąc od stóp do głowy. - Proszę się napić trochę wody - rzekł Montanelli. Szerszeń usłuchał w milczeniu, po czym znów złożył głowę na pryczy i przymknął oczy. Nie byłby w stanie wytłumaczyć, co się z nim stało, gdy ręka Montanellego dotknęła jego policzka. Montanelli przysunął krzesło jeszcze bliżej do pryczy i usiadł. Szerszeń leżał nieruchomy jak trup, twarz jego była martwa i ściągnięta. Po długim milczeniu otworzył oczy i utkwił w kardynale upiorne spoirzenie. - Dziękuję. Bardzo... mi przykro. Zdaje mi się... że eminencja o coś pytał?.